A oto jeszcze jeden rozdział Archiwum Burzowego Światła, który opublikował sam autor na łamach tor.com. Uprzedzamy, żebyście nie zaglądali do artykułu, jeśli jeszcze nie przeczytaliście Słów Światłości! 😉

Tym razem mamy do czynienia z rozdziałem księżniczki Kholin. To drugi z udostępnionych fragmentów Archiwum Burzowego Światła.

Fragment ten ma miejsce podczas akcji Słów Światłości. Prawdopodobnie nie pojawi się w Dawcy Przysięgi. Jest to pierwszy szkic, nie do końca kanoniczny, zatem terminy i mechanizmy Cieniomorza nie są jeszcze oficjalne.

Miłej lektury!

   Jasnah Kholin otworzyła oczy i jęknęła, sztywnymi palcami drapiąc obsydianowe podłoże. Nóż w jej piersi! Mogła poczuć jak zgrzyta o jej kości, kiedy wsuwał się między dwa żebra po odbiciu ostrza od mostka. Skurczyła się, zwijając się w kłębek, drżąc.

   – Jasnah.

   Nie. Nie mogła się poddać i tak leżeć. Walczyła by podnieść się na kolana, jednak szybko znalazła się na ziemi szarpiąc ją palcami, drżała, z trudem biorąc i uwalniając wdechy. Poruszanie się – nawet oddychanie – było przewrotnie trudne, nie z powodu bólu czy niesprawności, ale ze względu na wszechogarniające poczucie napięcia. To wprawiało ją w drganie, sprawiało że chciała biec, walczyć, robić cokolwiek byle tylko nie umierać.

   Krzyknęła potknąwszy się o własne nogi i obróciła się, z ręką na piersi.

   Mokra krew. Jej krew. Suknia rozcięta jednym pchnięciem noża.

   – Jasnah. – Postać cała w czerni. Krajobraz obsydianowej ziemi odzwierciedlał dziwaczne niebo i słońce, które nie zmieniły swojej lokalizacji.

   Obróciła głową w obie strony, obejmując wszystko wzrokiem, lecz rejestrując niewiele.

   Na burze. Znów poczuła nóż przesuwający się w jej ciele. Czuła tą samą bezradność, to samo uczucie paniki – emocje, które towarzyszyły wbijaniu się noża. Pamiętała pochłaniającą ją ciemność, zanikanie słuchu, koniec.

   Zamknęła oczy i wzdrygnęła się, próbując odpędzić to wspomnienie. Jednak wydawało się, że wysiłek jaki w to wkładała tylko je utrwalił.

   Wiedziała, że będzie pamiętać śmierć tak długo, dopóki ciemność nie obejmie jej ponownie.

   – Poradziłaś sobie – powiedział Ivory. – Dobrze, Jasnah.

   – Nóż –  szepnęła, otwierając oczy, zła na to jak bardzo drżał jej głos. – Nóż był nieoczekiwany.- Wzięła wdech i wydech, starając się uspokoić. To spowodowało ujście resztek jej Burzowego Światła, które wciągnęła w ostatnim możliwym momencie, a następnie użyła go jak smyczy, aby wciągnąć siebie w to miejsce. To utrzymało ją przy życiu, uzdrowiło ją.

   Ivory powiedział, że w czasie gdy osoba utrzymuje wystarczająco wiele Burzowego Światła, tylko cios miażdżący głowę jest w stanie ją zabić. Chciała mu uwierzyć, ale na burze, to nie sprawiało, że łatwiej było jej się położyć zanim została ugodzona nożem. Kto by się spodziewał, że zechcą ją dźgnąć? Czy nie powinni przyjąć, że uderzenie w głowę wystarczy do..

   Chwila. Shallan!

   – Musimy wracać – powiedziała Jasnah, obracając się. – Ivory, gdzie jest węzeł?

    – Nie ma.

   Statek mogła zlokalizować z łatwością. W Cieniomorzu ląd i morze były odwrócone, więc stała na twardym gruncie – lecz w Krainie Materii, Shallan i żeglarze nadal będą na ich statku. Będą się objawiać jako światła, podobne do płomieni świec, i Jasnah myślała o nich jako przedstawieniu duszy – mimo, że Ivory wyjaśnił jej, że to skrajne uproszczenie.

  Powietrze wokół niej było nimi upstrzone, ponieważ stali na pokładzie. Ten samotny płomień musiał być Shallan we własnej osobie. Wiele mniejszych świateł podskakiwało pod ziemią, słabo dostrzegalne przez obsydian. Ryby i inne morskie stworzenia.

   Mając wciąż napięte nerwy, Jasnah rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu węzła: słabego wypaczenia powietrza, które oznaczało miejsce jej przejścia do Cieniomorza. Mogła go użyć, żeby wrócić na statek, by …

   Jedno ze świateł powyżej zgasło.

   Jasnah zamarła.

   – Oni umierają. Ivory, węzeł!

   – Węzeł nie jest, Jasnah. – powtórzył Kość Słoniowa. Stał z rękami założonymi za plecy, ubrany w ostry – a jednocześnie obcy – strój, cały czarny. Tutaj, w Cieniomorzu, łatwiej było rozróżnić perłowy połysk na jego skórze, jak kolory tworzone przez olej rozlany na wodzie.

   – Nie? – spytała Jasnah, próbując zrozumieć, co ma na myśli. Za pierwszym razem nie zrozumiała jego objaśnień. Pomimo tylu lat razem, jego konstrukcje językowe nadal czasami okazywały się dla niej zaskakujące. – Ale zawsze jest jakiś węzeł…

   – Tylko wtedy, gdy kawałek ciebie jest tam – powiedział Kość Słoniowa. – Dzisiaj nie jest tak. Jesteś tutaj, Jasnah… przykro mi.

   – Przeniosłeś mnie w całości do Cieniomorza,- zapytała. – Teraz?

   Skłonił głowę.

   Od lat próbowała nakłonić go, aby przeniósł ją do swojego świata. Choć mogła zajrzeć do Cieniomorza na własną rękę – a nawet postawić w nim jedną nogę, by tak rzec – pełne wejście wymagało pomocy Ivory. Jak to się stało? Wewnętrzna uczona chciała poskładać doświadczenia i wydobyć z nich proces, tak, aby mogła go powtórzyć. Użyła Burzowego Światła, prawda? Jego wybuch, wepchnięty w Cieniomorze. Smagnięcie które ją porwało, jak przyciąganie z odległego miejsca, niewidziane…

   Wspomnienia tego , co się zdarzyło zmieszały się z horrorem ostatnich minut. Odepchnęła zarówno emocje jak i wspomnienia na bok. Jak mogła pomóc ludziom na statku? Jasnah podeszła do światła, unoszącego się przed nią, obejmując jeden z nich dłonią. Założyła, że to Shallan, mimo że nie miała pewności. Ivory twierdził, że nie zawsze był bezpośredni związek między obiektami a ich przejawami w Cieniomorzu.

   Nie mogła dotknąć duszy przed nią, nie w pełni. Jej naturalna moc odpychała rękę, jakby próbowała ścisnąć dwa kawałki namagnetyzowanego kamienia ze sobą.

   Nagle zgrzyt przerwał ciszę Cieniomorza.

  Jasnah podskoczyła, obracając się. Zabrzmiało to jak bestia, zagłuszona przez dźwięki tłuczonego szkła. Straszny hałas odezwał się dreszczem na kręgosłupie. Wyglądało na to, że pochodził z dość bliska.

   Ivory westchnął. Skoczył do przodu, chwytając Jasnah za ramię.

   – Musimy iść.

   – Co to jest? – spytała Jasnah.

   – Rozcieracz- odparł Ivory. – Nazywacie je bólosprenami.

   – Bólospreny są nieszkodliwe.

   – Po twojej stronie, nieszkodliwe. Tutaj takszkodliwe. Bardzo takszkodliwe. Chodź – szarpnął jej ramieniem.

   – Czekaj.

   Załoga statku umrze przez nią. Na burze! Nie przewidziała, że Duchokrwiści zadziałają tak śmiało. Co miała zrobić? Czuła się tutaj jak dziecko, noworodek. Lata studiów wciąż przyniosły zbyt mało wiedzy. Mogła zrobić coś dla tych dusz powyżej niej? Nie mogła nawet rozróżnić, które z nich były duszami zabójców, a które załogi.

   Zgrzyt zabrzmiał znowu, zbliżając się. Jasnah spojrzała w górę, napięcie rosło. To miejsce było tak obce, z grzbietami i górami z czystego czarnego obsydianu, krajobraz, który był nieustannie przyciemniony. Małe paciorki ze szkła toczyły się u jej stóp – przedstawiały obiekty nieożywione w Krainie Materii.

   Być może…

   Zaczęła łowić pomiędzy nimi, dzięki czemu mogła je natychmiast natychmiast dotykiem. Trzy płyty z kambuza, jeden koralik każda. Kufer z ubraniami.

   Kilka jej książek.

   Jej ręka zawahała się. O burze, to była katastrofa. Dlaczego nie przygotowała się lepiej? Jej plan awaryjny na wypadek zamachu było udawać martwą, wykorzystując nikłe ilości Burzowego Światła z klejnotów wszytych w jej koszulę, aby pozostać przy życiu. Ale ona niemądrze spodziewała się, że zabójcy pojawią się w nocy, zabiją ją, a następnie uciekną. Nie przygotowała się na bunt, zamach kierowany przez członka załogi.

  Zamordują każdego na pokładzie.

   – Jasnah! – zawołał Ivory, desperacja w jego głosie stała się dostrzegalna. – Nie możemy tutaj być! Emocje ze statku przyciągają je!

   Upuściła kule reprezentujące jej książki i przesunęła palcami przez inne kule, szukając… tam. Sznury – liny wiążące żeglarzy, podczas gdy oni byli zabijani. Znalazła ich grupę i chwyciła kule.

   Wciągnęła resztki Burzowego Światła, tyle co w kilku klejnotach. Tak niewiele.

   Krajobraz zareagował natychmiast. Kule na ziemi w pobliżu zadrżały i potoczyły się w jej stronę, szukając Burzowego Światła. Ryki bólosprenów nasiliły się. Były teraz bliżej. Ivory oddetchnął gwałtownie, i wysoko and nimi kilka długich wstążek dymu zstąpiło z chmur i zaczęło krążyć wokół niej.

   Burzowe Światło było tutaj cenne. To była moc, waluta, nawet – zapewne – życie. Bez niego byłaby bezbronna.

   – Mogę użyć tego Światła, aby wrócić? – zapytała go.

   – Tutaj? – potrząsnął głową. – Nie. Musimy znaleźć stabilny węzeł. Być może Prostopadłość Honoru, choć jest ona bardzo odległa. Jasnah, ale zaraz będą rozcieracze!

   Jasnah chwyciła koraliki w ręce.

   -Ty – rozkazała – zmienisz się.

   – Jestem liną,- powiedział jeden z nich. – Jestem…

   – Zmienisz się.

   Liny zadrżały, przekształcając się – jedna po drugiej – w dym w Krainie Materii.

Przekład: Kuba

Korekta: Milena, Odpryskowy

Jak Wam się podoba?

  • Bast

    Świetny tekst, świetne tłumaczenie. Jestem strasznie ciekawy jak to będzie ze Świetlistymi. Jacy będą kolejni.
    Stale zaglądam i liczę na kolejne wpisy 🙂

  • disqus_fW4ihLxg50

    Przyłączam się do swojego przedmówcy i też z wielką niecierpliwością oczekuje kolejnych wpisów.

  • Pingback: Nowy rozdział z 3. tomu! — Droga Królów - Brandon Sanderson()

  • Irrat

    Ciekawe jak to będzie wyglądać, a szczególnie spotkanie Shallan z Jasnah. I przede wszystkim jakie będą konsekwencje, gdy Shallan przystąpi do Duchokrwistych. Co zrobi Jasnah?

    Jaaa pierdziele ^^ Wątek Shallan i Jasnah wchłaniałem niczym burzowe światło, teraz muszę się uzbroić w cierpliwość i żywić się takimi informacjami hah.

  • Pingback: Prolog „Dawcy Przysięgi” – Droga Królów – Brandon Sanderson()