Informowaliśmy wczoraj, że Brandon wyszedł do swoich czytelników z nowym tytułem osadzonym w świecie Ostatniego Imprerium i świeżutkie, pachnące egzemplarze czekają na przeczytanie! Dla tych jednak, którym nie po drodze do księgarni, a chcą wykazać się kreatywnością, mamy obiecany wcześniej konkurs.

Śladem wcześniejszych konkursów, jako nagrodę w Waszych zmaganiach oferujemy pięć egzemplarzy. W celu zdobycia jednego z nich, należy odpowiedzieć na pytanie:

Który z bohaterów Sandersona wzbudził w Tobie niechęć i dlaczego?

Inaczej mówiąc: na wzmiankę czyjego imienia zapragnęliście rwać sobie włosy z głowy lub też kto wywołał u Was nagły atak antypatii? Pytanie trochę nietypowe, dlatego  możecie dowolnie podejść do tematu. Zgłoszenia zostawiajcie pod tym postem razem z adresem e-mail, w celach kontaktowych w razie wygranej.

Macie czas do przyszłego piątku (11.03.2016) do godziny 23:59. Wyniki ukażą się w osobnym poście najpóźniej do niedzieli (13.03.2016) wieczorem.

Życzymy połamania klawiatury!

Sponsorem nagród jest:

  • Daniel Tatarek

    To jest bardzo subiektywna opinia, więc fanów tej postaci proszę o nie wyładowywanie się na mnie 😉
    Postacią, która mnie irytowała, drażniła, sprawiała że w mojej głowie bezustannie pojawiała się myśl: „co za rozpieszczony bachor!”. Mowa o Adolinie Kholinie. Jest typowym przedstawicielem kultury i grupy społecznej, która zawsze chce być ponad innymi. Korzysta ze swojego urodzenia jak tylko może by poczuć się większy. Jego nieokrzesane ego jakimś cudem nie doprowadziło go jeszcze do śmierci (co jest prawdopodobnie jakimś cudem boskim 😉 ). Mimo kilku przebłysków jego (o dziwo) rozsądku, nadal uważam go za postać zniszczoną, nieodpowiedzialną, impulsywną i agresywną.
    Skąd moja niechęć? Otóż… bardzo przypomina mnie samego. Chyba najwyższy czas coś z tym zrobić.

    Daniel16a@o2.pl

    • Lady Dragon

      Napisałabym Ci że Cię nie lubię za ten wybór, ale skoro powiadasz że jesteś do niego podobny to nie mogę tego uczynić 😀 Gratuluję ciekawego wyboru 🙂

  • Ecik

    Z książek które przeczytałem uwielbiam każdą postać Sandersona ale na szczęście (bo dzięki temu mogę wziąć udział w konkursie) tak do 3/4 trwania akcji „Studni Wstąpienia” jedna postać irytowała mnie tak bardzo ,ze aż pisałem do ludzi którzy nigdy nie czytali żadnej części zrodzonego powody dla których Elend powinien zginać zamiast Klasiera. Oczywiście po tych 3/4 Elenda uwielbiałem, jednak przez trochę go jednak nie znosiłem, a dlaczego? Otóż był on idealistą który marzył o demokracji i wolności dla ludzi tak bardzo, że nie potrafił wykonać żadnego stanowczego działania dla ich dobra, byłby w stanie oddać miasto przeciwnej armii gdy wiedział czym to się prawdopodobnie skończy tylko dlatego ze przekupiona rada (o czym doskonale wiedział) tak zagłosowała, był on dla mnie po prostu zbyt świętoszkowaty jak na to co się działo wokół jego miasta i przez te 3/4 książki bardzo tęskniłem do Klasiera który był w stanie poświęcić nawet część ludzi aby osiągnąć cel. Na zakończenie dodam tylko ,ze Elend w 3 części to już prawdziwy kozak 😀

    kezus777@gmail.com

  • Dahell

    Bohaterowie Pana Sandersona są według mnie niezwykle wyraziści, przez co bardzo zżywam się z bohaterami i wszyscy są mi bardzo bliscy…po prostu ich uwielbiam (mimo, iż są to postacie fikcyjne). Ciężko jest powiedzieć, który wzbudził we mnie niechęć, niesmak czy inne negatywne emocje. Jednak jest taka postać, która nie tyle, że wzbudza moją niechęć do swojej osoby, lecz wzbudza negatywne emocje do zachowania i czynów popełnianych przez tą postać, które są sprzeczne z moimi przekonaniami i wartościami.
    Tą postacią jest nie kto inny tylko Sadeas Torol. Postać, która wzbudziła we mnie bardzo duże emocję. Sadeas jest uosobieniem wszystkich cech których nie cierpię u ludzi: podstępność, dwulicowość i nieszanowanie innych ludzi (życia ludzkiego).
    Skąd moja niechęć do tej postaci? Otóż do samego końca wierzyłem w jego dobre intencje (że nawet zły człowiek może mieć w sobie dobro) no i niestety się przeliczyłem.

    witexik@wp.pl

  • Lola

    Postacią, która wzbudza we mnie niechęć jest Kabsal. Nie lubiłam go już od samego początku. Ciągle tylko nękał i nachodził biedną Shallan. Nie wiem czy tylko ja mam takie odczycie do tej postaci, ale odebrałam Kabsala jako postać złą, która ma ukryty cel. Kabsal zniechęcił mnie swoją natarczywością, udawanym uśmieszkiem, wesołością i takim podrywaniem Shallan jakby rzucał kiepskie teksty w klubie.
    Moja przeczucia okazały się trafne 😀 dwulicowy Kabsal okazał się być agentem Duchokrwistych i o mało co nie zabił Shallan, ale na szczęście sam padł ofiarą własnego knowania – dobrze mu tak 😀
    Nie wiem dlaczego go nie lubię, po prostu nie wiem, ale Kabsal w mojej głowie przybrał postać Paździocha ze ŚWKiepskich 🙂

    mysa102030@o2.pl

  • viteria

    Niewielu jest ludzi takich, jak Sanderson. A raczej piszących w taki sposób. „Archiwum Burzowego Światła” urzekło mnie całkowicie. Jak i cały świat „Mistborna”. No może nie cały. Postacią, która wzbudzała we mnie swego rodzaju niechęć była (i jest) postać Vin (STUDNIA WSTĄPIENIABOHATER WIEKÓW SPOILER ALERT!) Venture. Panie. Brandonie. Dlaczego. O ile byłam absolutnie zakochana w całej historii, uniwersum, a w szczególności w Kelsierze ( Sazedzie świeć nad jego duszą) to Vin wywoływała we mnie coś na kształt irytacji od pierwszych stron. Nie lubiłam jej „złodziejskiego sprytu”, wiecznej niepewności, niemożności zaufania etc. Tak, wiem że to trudne dzieciństwo ją w ten sposób ukształtowało, nauki Reena i tak dalej. Ale naprawdę, czy jest w niej coś urzekającego?
    Zbyt heroiczna, niezdecydowana uczuciowo („Przecież kocham Elenda tak mocno, jak mogę chcieć uciec z jego bratem, och i ach” ), szczególnie mnie zdenerwowała gdy wyżywała się na TenSoonie (tudzież OreSeurze). Przecież to nie wina kandra, że wypełnia warunki kontraktu, a osobista niechęć Vin i jej złość na Kelsiera nie usprawiedliwiają w żaden sposób pomiatania biednym kandra. Nie wspominając o tej nadopiekuńczości w stosunku do Elenda. Jedynym momentem kiedy faktycznie ją lubiłam było nawiązanie przyjaźni z kandra. Miała pewnie więcej „lepszych” i „gorszych” momentów, ale wyżej wymienione najbardziej zapisały mi się w pamięci…Vin Venture to nie antagonistka, ale po prostu (moim zdaniem) źle wyprofilowana główna bohaterka. I wiek nie jest tu żadnym usprawiedliwieniem. Shallan Davar jest równie młoda, a jest to naprawdę fascynująca postać, świetnie napisana i mimo początkowej niechęci naprawdę mnie przekonała.
    Przez całą lekturę „Studni Wstąpienia” i „Bohatera Wieków” brakowało mi Kella.
    Vin to kiepski substytut.
    Nawet kiepski główny bohater.
    Kiepski bóg.
    Ale dobra Zrodzona z Mgły.

    tyelcanare@hotmail.com

    • Odpryskowy

      akurat reakcja na kandra była dobrze poprowadzonym rysem psychologicznym 🙂

      • viteria

        Tego Sandersonowi nie wypominam 😛 Moja opinia jest subiektywna i stwierdzam po prostu, że nie lubię Vin między innymi za taką, a nie inną reakcję w stosunku do kandra.
        Brandon stworzył taką postać jaką chciał, zaplanował ją jak sądzę bardzo skrupulatnie, ale nie przekonał mnie nią i tyle 😉

  • Pit23

    Muszę przyznać redakcji, że zadanie konkursowe daliście piekielne trudne. Zwłaszcza jeżeli chodzi o to, by polecieć tu oryginalnością. Wiadomo, iż postacie takie jak Sadeas Torol czy inne czarne charaktery pojawią się z wiadomych przyczyn, ale mój wybór jest z goła inny.

    Najbardziej denerwował mnie David Charleston z „Stalowego Serca”. Spieszę z wyjaśnieniem. Sadeas ok, zły typ nie cenie za cechy chociażby podane przez autora konkursu poniżej. Adolin, owszem bachor, zgadzam się z kolejnym autorem poniżej. Niestety David bije wszystkich (dosłownie wszystkich) z ABŚ i Ostatniego Imperium na głowę.

    „…na wzmiankę jakiego imienia zapragnęliście rwać sobie włosy z głowy…” to za mało powiedziane. Jakbym mógł to zastrzeliłbym go tą jego bronią (tak wiem, jestem nieludzki). Dziecinność, impulsywność, drażliwość, egocentryzm…wysłałbym go bo obozu Sadesa, aby do mostu jakiegoś go przydzielił (tylko nie do 4, bo by przypadkiem ocalał) tam by się dziecina nauczyła życia, szacunku i znajomości swojego miejsca. Nie rozumiem po prostu jakim cudem on przeżył?!

    Dziecko z urojoną fantazją bycia superbohaterem (bo taaaak bardzo, ale to bardzo chce być tym super super superbohaterem), który zna „przepis” na zabicie czarnego charakteru, który z kolei okazuje się tak wielkim odkryciem roku, że…aż nastała cisza, a świerszcz zagrał w tle. Uważa, co to nie on, bo (uwaga nowość) wie jak zabić złego pseudo bohatera -.- i wszyscy powinni go słuchać. Zamiast spoważnieć, skupić się na misji, to pociąga go koleżanka z drużyny, o której ma erotyczne skojarzenia. Nie ważne, że ludzie umierają, nie żyje im się dobrze. Nie jest to tak ważne, ponieważ podczas misji musi popatrzeć na jej piersi. Miłość do niej jest tak ważna, iż reszta ludzi może ginąć kiedy chce i jak chce.

    Robi z siebie pseudo filozofa, by lepiej wkupić się w drużynę (gdyż brak u niego jakichkolwiek talentów), przez co odkrywa… wielkie nic. Jedyne co wie, co powinno (według niego) dać mu szacunek to to, że (tym razem uwaga nowość) wie jak zabić czarny charakter…

    Jego argumentacja, polot słowny jest na poziomie tak niskim, że czytając jego wypowiedzi, człowiek cofa się w rozwoju. „Leciutko”, „Drobniutko”, ” Jechałem szybciutko” itp. wypowiedzi sprawiały, że bardziej wyobraziłem go sobie jako słodkiego różowego misia, który chce pójść na herbatkę i ciasteczka, a nie strzelać i walczyć o wolność. Nie wiem jak innym, mi od tego palce się skręcały, a ręce brnęły same ku szyi bohatera w celu „Szybciutkiego zgładzonka jego życiusia”.

    I na koniec największa jego wada. Pierdoła jakich mało. Gdyby Brandon nie rozwinął jego mowy, tylko byłby taki drugi „Hodor Hodor” to David byłby 100% przykładem jak być „nikim” i „wnerwiać ludzi z samego wyglądu”.

    • Pit23

      Z tego „wnerwienia” zapomniałem podać maila ^^

      s.l.i.m.s@wp.pl

      • viteria

        Czyli jest ktoś na tym świecie, komu też nie leży David.

  • Lady Dragon

    Długo zastanawiałam się nad tym pytaniem i postanowiłam do problemu podejść „dowolnie”, czyli tak jak to jest zaznaczone w temacie :). A głównie dlatego, że osoba którą mam na myśli nie została stworzona bezpośrednio przez Sandersona, ale przez niego została poprowadzona i wyeksponowana.
    A ja swój głos oddaję na Tuon Athaem Kore Paendrag. Dla niewtajemniczonych dodam, że jest to Imperatorowa Seanchan z Koła Czasu Jordana.
    Uznałam, że można ją zaliczyć do bohaterów Sandersona ponieważ kończył tą serię i włożył wiele życia we wszystkich bohaterów. Aby wytłumaczyć dlaczego akurat ta osoba, muszę krótko wprowadzić w kulturę Seanchan. Otóż jest to naród o ustroju autorytarnym, panuje tam niewolnictwo i wielka przepaść pomiędzy poszczególnymi klasami społecznymi. Jest to naród w którym łapie się na A’dam (przedmiot mocy, stalowa smycz do niewolenia) zdolne do przenoszenia mocy kobiety. Kobiety te, przy pomocy tego przedmiotu, torturami zmuszane są do posłuszeństwa i uległości. Łamie się ich wole, osobowość i wszelką osobistą wartość. Damane traktowane są, nawet nie jak niewolnicy, ale jak przedmioty, ulubione zwierzątka, które można zabić za najmniejsze przewinienie, a czasem nawet po prostu dla uciechy Imperatorowej i jej dworu. Dodać należy, że pomimo nieludzkiego traktowania przenoszących kobiet, to właśnie na ich mocy opiera się cała potęga imperium.
    Nie cierpię tej kobiety, bo pomimo przebijających się w niej ludzkich odruchów, wciąż pozostaje nieprawdopodobnie zaślepioną swoją władzą, zarozumiałą arystokratką. Jest zimną, wyniosłą socjopatką, nieznającą wymogów życia zwykłych ludzi. Ona autentycznie wierzy, że jest lepsza od każdego napotkanego przez nią człowieka i każdy natychmiast ma się przed nią ukorzyć. Ma za nic innych władców, inne ośrodki władzy, większość ludzi traktuje jak śmieci niegodne aby nawet na nią spojrzeć.
    To kobieta która siada na tronie, aby z przyjemnością patrzeć jak złapane na smycz kobiety są łamane, a ich charaktery niszczone. Jak sama przyznaje, ten widok wpływa na nią kojąco. A najgorsze ze wszystkiego jest, że pomimo swej wrednej osobowości udało jej się zaskarbić miłość jednego z najfajniejszych bohaterów. Cóż, wiem że miłość jest ślepa, ale i tak nie umiem tego przeżyć 🙁
    Do szału doprowadzało mnie czytanie rozdziałów z jej udziałem i miałam ochotę wytargać wszystkie kartki z książki i przy okazji wszystkie włosy Imperatorowej (och, przepraszam ona nie ma włosów, bowiem Imperatorowa goli się na łyso 😛 ).
    Mimo, że Tuon wymyślona została przez Jordana, Sanderson ładnie wyprowadził jej wątek w ostatnich tomach i nadał jej bardzo wiele swoich cech, co daje się wyraźnie odczuć. Nie wiem czy dla Brandona tak poprowadzona postać jest ideałem panującej kobiety i władczyni absolutnej, ale z pewnością jest najbardziej wkurzającą osobą w obu seriach.
    Wiem, że moją wypowiedź trudno będzie ocenić merytorycznie niewtajemniczonym, ale swój głos musiałam oddać zgodnie ze swoim sumieniem 😀
    Pozdrawiam serdecznie 🙂
    swiergotnik@op.pl

  • Beata

    „Amaram zawahał się w drzwiach, opierając płaz skradzionego Ostrza Odprysku na ramieniu. W jego oczach wciąż była wina, ale próbował ją ukryć.
    – Zostajesz zwolniony jako dezerter i napiętnowany jako niewolnik. Ale okazalem ci łaskę i oszczędziłem ci śmierci.
    Otworzył drzwi i wyszedł.
    Żelazo do piętnowania opałdo, wypalając los Kaladina w jego skórze. Wydał z siebie ostatni krzyk.”

    Amaram. Wielki. Stanowczy. Wspaniały. Zły. Okrutny. Bezlitosny. Dwa oblicza człowieka, który ma władzę. Wykorzystuje ją, gdy nadarza się okazja, by osiągnąć swój cel. Dopuszcza się zbrodni, by zaspokoić swoją próżność. Nie cofa się przed najgorzą podłością. Niszczy człowieka, by wzmocnić swoją pozycję i zwiększyć swoje wpływy. Morduje ludzi, którzy stają mu na drodze i „zabija” człowieka w okrutny sposób, pozbawiając go czci, godności i człowieczeństwa.

    Dlaczego ta postać wzbudza we mnie negatywne emocje?

    Bezwzględnie, ludzie dwulicowi, fałszywi, przewrotni, wyrachowani, jakikolwiek piastują urząd, jakąkolwiek zajmują pozycję w społeczeństwie, są ludźmi małymi. A ja gardzę małymi ludźmi.

    Kaladin. Niezwykle barwna postać. W jego wnętrzu można odkryć wszechświat. Jest jasność, przyjemna, ciepła, dająca nadzieję i jest ciemność, niepokojąca, obezwładniająca, czarna dziura, która nadzieję odbiera. Nadzieję w wiarę człowieka, jego honor, uczciwość, godność i sprawiedliwość.

    Amaram zabił w Kaladinie jasność.
    Amaram to symbol małego człowieka.

    Beatrissb@gmail.com

  • Nidav

    Pytanie trochę nietypowe, to i odpowiedź trochę nietypowa powinna być – najbardziej irytowały mnie postacie centryczne dwóch pierwszych tomów Archiwum Burzowego Światła w tych częściach, w których postaciami centrycznymi nie były. Śpieszę z wyjaśnieniem!
    Zacznijmy od Kaladina – w tomie pierwszym był postacią na której rozdziały czekałem. Początkowo (w szczególności w pierwszym interludium) nieco przesłodzona i przeheroizowana postać. Później zostaje niebywale rozwinięta, łącznie z motywem myśli samobójczych, świadomością porażek i ogólnym zniechęceniem. Później ewoluuje w kogoś, kto na nowo zaczyna mieć jakiś sens – uchronić mostowych, którzy są pod nim. Opiera się na tym, dąży do tego, a zarazem zaczyna stawać się ciekawym tematem rozważań na temat wojny, bo czy lepiej jest poświęcać słabe jednostki kosztem lepszych i droższych, co skutkuje potężnymi wygranymi (bo kimże jest mostowy w porównaniu do wyszkolonego żołnierza piechoty) czy jednak każde życie na wojnie jest warte tyle samo. Potem kolejny dylemat moralny – ratować swoich ludzi przez odpowiednie niesienie mostu, przez co więcej strzał idzie w kierunku innych mostów, czy na tym samym poziomie społecznym życie wszystkich jednostek jest tyle samo warte. Kaladin zachwycał, wspierało się go i czekało na każdy kolejny rozdział. A potem nastał… (proszę tu poczuć suspens, bo jest potrzebny) TOM DRUGI. I nagle Kaladin stracił. Stracił dużo. Stracił przeogromnie. Bo z walecznego człowieka z prawdziwymi dylematami stał się osobą, której główną myślą jest „och nie, oni mają jasne oczy, oni mi wszystko odbiorą, nie wolno mi im zaufać, och nie, och nie, och nie”. No na Boga! Nagle przeszedł z ciekawej, silnej postaci w osobę, której głównym motywem jest oczorasizm (#NeologizmSandersonowski). Dopiero na koniec się ogarnął, ale przez większość tomu miałem ochotę wejść na strony powieści i natłuc mu w ten głupi, ciemnooki ryj.

    A teraz Shallan – przez pierwszy tom prawie wyrwałem sobie wszystkie włosy z głowy przez jej rozdziały (resztę wyrwałem sobie w drugim tomie przez Kaladina – reasumując: dzięki, Brandon, przez ciebie jestem łysy). Nieogarnięte paniątko, które kompletnie nie wie czego chce od życia. „Och! Muszę ukraść dusznik, ale Jasnah w sumie jest dobra, ale muszę ukraść dusznik, ale Kabsal może by mi włożył, ale w sumie nie może, ale może by mógł, ale muszę ukraść dusznik, ale tyle książek, ale nie mogę ukraść dusznika, ale muszę ukraść dusznik, ale może Kabsal, dżem dżem dżem”. Bez kitu, jej rozterki były na poziomie emocjonalnie upośledzonej 13-latki. Tak, dopiero wyszła na świat bo długim zamknięciu, tak, była zmotywowana przez stan swojej rodziny – mogła to rozegrać inaczej, a przy okazji nie zachowując się jak niedorozwinięty dzieciak. Mogła przykładowo pogadać z Jasnah, ale wolała w Cieniomorzu mieć fakt, że jej „mentorka” była osobą ogarniętą i dojrzałą, która zapewne potrafiłaby i pomóc i doradzić. A potem nastał tom drugi i nagle stała się znacznie lepszą, bardziej inteligentną postacią. Nagle potrafiła sobie poradzić, dojść do pewnych wniosków i zachowywać się tak, jak przystało osobie w jej sytuacji. Jej rozdziały czytało się z przyjemnością, za to akapit wyżej wspomniany Kaladin stał się podobnie upośledzony emocjonalnie, jak Shallan w tomie pierwszym.

    ddhawk@gmail.com

  • szabla91

    Jest wiele postaci z twórczości Sandersona, które są po prostu złe, jednak moim zdaniem najgorsze są te z pozoru neutralne, których najgorsze cechy wypływają na powierzchnię przy bliższym poznaniu(podobnie jak w życiu). Nie, nie będzie to Amaram, ani Taravangian. Mój wybór padł na Laral Wistiow. Powodów dla których tę postać szczególnie niemiło wspominam z twórczości Sandersona jest kilka:
    1. Przekonanie o swojej wyzszości – Laral gdy zaczęła dorastać stała się tym, co Kaladin znienawidził u jasnookich-Ich przekonanie że są lepsi tylko dlatego że mają inny odcień oczu. Dziewczyna przestała się zniżać do poziomu zwykłych rolników, którzy kiedyś przecież bawili się razem z nią. Wiadomo, że tak ten świat Sandersonowy jest skonstruowany, ale np taka Shallan nie ma podobnych uprzedzeń do ciemnookich. Nie lubię gdy ktoś się wywyższa nie posiadając niczego czym mógłby zaimponować poza pozycją społeczną która była od niej i tak niezależna.
    2. Nadambicja w stosunku do innych – gdy opowiadała Kaladinowi o tym, żeby został wojownikiem, zdobył odpryski i stał się jasnookim, to od razu na myśl przyszli mi super ambitni rodzice, zapisujący swoje pociechy na różne dodatkowe zajęcia, jakby chcieli, by dzieci spełniły ich własne ambitne plany z dzieciństwa. Dodatkowo to chyba najgorszy materiał na teściową z możliwych – wrogowi nie zyczę takiej Laral, która by mówiła przy tobie do swojej córki tekst w stylu: „Nowy samochód i własna firma? E tam, ten Marcin z którym się spotykałaś wcześniej tyle lat, był bardziej obrotny.I nawet mi kosiarkę naprawił gdy się zepsuła!”
    3. Brak charakteru – Laral nie sprzeciwiła się w jakikolwiek sposób niesprawiedliwości jaka spotkała Kaladina i jego rodzinę przez nowego pana miasta. Wiadomo, że nie miała zbyt wielkiego wpływu na to co zarządził Roshone, ale zgoda na ślub z jego synem, a po jego śmierci z nim samym jest dla mnie niezrozumiała i odpychająca. Nie spróbowała nawet porozmawiać z Kaladinem, który przecież był jej najlepszym(i chyba jedynym) przyjacielem i być może mógłby jej w jakiś sposób pomóc. Satysfakcjonowała ją pozycja jaką miała i nie chciała jej ryzykować dla wyższych celów i spokoju sumienia. Nie potrafiła się zdobyć na jakikolwiek ludzki gest w czasie swej bytności w książce.
    Podsumowując-nie mogę doczekać się powrotu Kaladina do Paleniska i spotkania z Laral. Osobiście obstawiam, że jeszcze bardziej zagmatwa w głowie mostowego i przez to przyczyni się do jakiejś tragedii. Chciałbym żeby było inaczej, jednak po dotychczasowym zachowaniu i postawie „księżniczkowatości” Laral nie licze na zbyt wiele. Inna sprawa że Brandon lubi zaskakiwać i ciężko prorokować jaką role odegra w życiu głównego bohatera w przyszłości

    szabla91@o2.pl

  • Yevoni

    *MOŻLIWE SPOILERY*
    Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że mogę odpowiedzieć na takie pytanie i kogoś „pocisnąć”.
    Odpowiedź miałam niemal natychmiast. Rzeczywiście kiedy tylko usłyszałam imię tejże osóbki miałam ochotę wyskoczyć przez okno i rwać włosy z głowy. Blond piękność z super ciałem, która jest uwodzicielska, seksownie ubrana i od razu przysparza głównego bohatera o szybsze bicie serca. Ach te jej czerwone usta! Mowa oczywiście o… Megan! Mojej faworytki irytacji wprost z kartek „Stalowego Serca”.
    Wiele głównych bohaterów wzbudza moją niechęć i bardziej przywiązuje się do postaci pobocznych, jednak Megan jest w tym przypadku odstępstwem. Polubiłam wszystkich (naprawdę) oprócz niej. Ta pełna paskudnych tajemnic osóbka wygrała nawet z moją faworytką Shallan, choć rudowłosa jest po prostu nuda a nie denerwująca.
    Jeśli mogę wymieniać:
    1. Wiecznie kręcąca nosem na WSZYSTKIE pomysły panienka
    2. Uważa siebie za lepszą od innych
    3. Jej plany zawsze się udają
    4. Tupie nóżką jak chce coś dostać, choć właściwie to jest po prostu wredna.
    5. Jest dwulicowa
    6. Jest super (tak dokładnie o to mi chodzi)
    Zakończenie w wydaniu pani Pożar Megan jest po prostu magiczne. Siedzi na schodkach i odtwarza nagranie. Normalnie łezka się w oku kręci (czujecie sarkazm?). A za chwilę celuje z broni do naszego głównego bohatera i odchodzi. Co z tego że przed chwilą słyszała kilkanaście razy jak facet wyznaje jej miłość, co z tego, że wie, że za każdym razem traci pamięć. Jej odejście jest w tym momencie bardziej „Epickie”.
    Nie sądziłam, że to kiedyś powiem (Panie Sanderson wybacz) ale nie lubię Megan bo… to jest taka Mery Sue… Zbyt idealna…

    jacheira@wp.pl
    jacheira1@gmail.com

    • Lady Dragon

      O moja pokrewna dusza. A ja myślałam, że tylko je nie trawię Shallan, bo tacy wszyscy w niej zakochani. Już się kiedyś gdzieś wypowiedziałam, że ona pasuje mi na marysie, to mnie chcieli zjeść 😛

  • Kserkses

    Aż dziwię się, że jeszcze nikt o nim nie napisał a jak dla mnie jest to postać którą należy kopnąć w tyłek i wysłać na jeden z księżyców Rosharu. Mowa oczywiście o Renarinie Kholinie. Miąkwa jakich mało na dodatek mająca kompleks na tle swojego brata.

    Nie znalazłem nic co wzbudziło by moją sympatię w młodszym Kholinie. Kiedy tylko pojawiały się jakiekolwiek wzmianki o nim miałem wrażenie, że wiecznie jęczy. Nawet krztyny współczucia nie wzbudziła u mnie jego choroba. Zamiast płakać nad swoim losem i zazdrościć bratu mógł wziąć się za siebie. Choć trochę pokazać inicjatywy a nie mieć postawę upośledzonego chłopca, któremu wszyscy tak bardzo współczują.

    Brakowało mu uwagi ojca? Nie dziwię się skoro non stop był cieniem snującym się po korytarzach. Dalinar to człowiek czynu a nie niania! I tak, było widać że Kholin każdego ze swoich synów kocha.

    Kulminacyjnym momentem mojej antypati była walka na arenie w drugim tomie ABŚ. Tak! W końcu Renarin mógł pokazać że jednak popierdółką nie jest, a co? Płacze ryczy jak bóbr. Nawet nie ogarnął co się z nim dzieje. Końcówka Słów Światłości też nie odczarowała mi jego osoby. Nawet ta jego „moc” jest taka… ciapowata (nie twierdzę, że bezużteczna ale samym Widzeniem Pustkowców nie pokonają)

    Sam mam młodszego brata i gdyby był taki jak Renarin udusił bym go gołymi rękami. Serio!

    • viteria

      W tych momentach, w których Renarin Cię irytował mi go było zwyczajnie szkoda 😛 (prawda, że w ABŚ było to trochę skrajne). Ale gość żyje zawsze w cieniu brata, jest chory (co uniemożliwia w dużej mierze walkę), pół dworu się z niego śmieje…nigdy by nie byłby „lepszy” od Adolina. To nie wojownik 😛 A o ile obecność Adolina gdzieś tam poniżej w tym konkursie mnie nie zdziwiła, tak się zupełnie nie spodziewałam młodszego z Kholinów – myślałam, że wszyscy go kochają 😀

      • Beata

        Zgadzam się, Renarin Kholin nie ma natury wojownika. Jest raczej delikatny, niezbyt sprawny fizycznie i raczej bez talentu do sztuki walki. Ale przede wszystkim jest bardzo młody i nie ma takiego temperamentu jak jego brat. W otaczającej go rzeczywistości jest trochę zagubiony. Ale nigdy nie zauważyłam, żeby „wiecznie jęczał”… Stara się. Na tyle ile potrafi. No i wykazał się „entuzjazmem, posłuszeństwem i brakiem strachu” skacząc wiele razy z dachu w Pancerzu, (żeby nauczyć się dobrze go używać), raz nawet na głowę, co mnie rozbawiło 😉
        Na pewno nie jest to postać negatywna.

  • Monika Chyczewska

    nie znam
    żadnego, dlatego biorę udział w konkursie i staram się naprawić ten
    błąd………..

  • Agata Mroczko

    Największą niechęć wzbudziła we mnie księżniczka Vivienne z Idris, bohaterka powieści „Siewca wojny”. W pierwszej chwili, kiedy się pojawiła pomyślałam „Oho, to będzie herszt baba, pewna swego zdania, inteligentna i pyskata”. Okazało się jednak, że niestety jedyne co bohaterka miała wspólnego z moimi oczekiwaniami to tylko płeć. „Baba”, która całe życie spędziła na przygotowaniach i nauce, ale zapomniała korzystać z tej wiedzy. Jej domniemana inteligencja zagubiła się w podróży, albo została stratowana przez konia i już nie wstała. No cóż, zdarza się. Dała sobą koncertowo manewrować niczym nieobyte w świecie dziecko. Okazała się takim prostym, momentami wręcz ślepym, dziewczęciem ze wsi, które nagle znalazło się w wielkim mieście i języka w gębie zapomniało. Naprawdę dziw bierze, że ostatecznie nie wylądowała w jakimś tanim burdelu, bo zazwyczaj podobne historie lubią kończyć się w ten sposób. Według mnie Vivienne jest postacią głupią, straszliwie naiwną, a przede wszystkim nijaką. Vasher zdecydowanie zasługiwał na lepsze towarzystwo.

  • Agnieszka Nowak

    Shallan, młoda dziewczyna z dawniej zamożnego, a obecnie podupadłego rodu, przybywa do jednej z najbardziej wpływowych i wykształconych kobiet świata, Jasnah, nie kieruje nią jednak głód wiedzy, a potężny fabrial, jakim włada księżniczka. Sallan robi wszystko aby odzyskać majątek ,poświęca siebie.

  • jarulek

    Niechęć teoretycznie można by czuć względem każdego bohatera negatywnego, jednak trzeba wziąć pod uwagę czym ten negatywny bohater się kierował, jakie miał pobudki i w jaki sposób działał. Moim zdaniem przedstawicielem bohatera najgorszego sortu(popularne ostatnie powiedzenie ) jest Sadeas. Był postacią działającą z ukrycia. Pod osłona troski o Alethkar próbował wyeliminować przeciwników. Chciał usprawiedliwić swoje parszywe czyny podniosłym czynem. Oferował współpracę, a zdradził. ZDRADA – jest to coś najgorszego co może nam się przytrafić, zarówno w życiu prywatnym jak i w zawodowym oraz politycznym. Najbardziej jednak boli zdrada na wojnie. żołnierze walczą ramię w ramię, ufają oddziałom które znajdują się po ich lewej czy prawej. Każdy oddział jest ważny i porażka choćby jednego z nich może spowodować śmierć żołnierzy z innego oddziału. Na taką zdradę zwróciłem szczególną uwagę gdyż niedawno skończyłem czytać Słowa Światłosci,a po nich czytałem Sprawa Honoru – Dywizjon 303. Tam też nastąpiła podobna zdrada – zdrada Polski przez Wielką Brytanią i USA. Śmierć i poświęcenie Polaków zostało pominięte. Sadeas porzucając Dalinara próbował nie tylko pozbyć się swojego rywala ale również „przy okazji” setki dzielnych żołnierzy, którzy walczyli w imię kraju z którego się wywodzi.
    jarulek@o2.pl

  • Baka

    Spośród wielu bohaterów Sandersona postacią która wzbudziła moją niechęć jest król Alethakaru Elhokar Kholin. Wybrałem tę postać, ponieważ spośród kilku innych , które by na to zasługiwały , ponieważ decyzje tego bohatera mnie irytowały. Dla mnie jest on postacią ,która łatwo ulega wpływom innych osób np. sytuacja z Roshone’a .Kolejne momenty, które sprawiły ,że czułem niechęć do niego to np.: momencie ,w którym dowiadujemy się , że on sam kazał przeciąć swój popręg , żeby sprawdzić , czy może ufać Dalinarowi , albo kiedy po pojedynku Adolina z grupą Odpryskowych chciał skazać Kaladina na śmierć za wyzwanie na pojedynek Amarama. W kwestii zaufania zaskoczyło mnie to , że chciał wystawić na próbę jedyną osobę która go zawsze popierała i była za niego gotowa oddać życie. W drugiej zaś kwestii mógł zignorować wyzwanie , zamiast tego sprawił , że również przyczynił się do wymknięcia Sadeasa i nieopatrznie pokierował Kaladina do wzięcia udziału w spisku ,którego finalnym efektem miała być jego śmierć. Jestem teraz ciekaw jak wydarzenia z końcowej fragmentów „Słów Światłości ” wpłyną na tego bohatera ,czy sprawią że dalej będzie taki jak dotychczas , czyli będzie się skupiał na tym jakim jest kiepskim królem , czy zmieni się w lepszego władcę jakiego będą potrzebować jego poddani w obliczu nadchodzących wojny.

    bartek20-1997-97@o2.pl

  • Antonina

    Pytanie podwójnie trudne i podwójnie ciekawe dla mnie, bo niektóre postaci pana Sandersona wzbudzają we mnie zarówno niechęć jak i sympatię. To drugie przez całokształt, po prostu dają się lubić i w pewnych sytuacjach czuję że jestem za nimi. Ale mimo to, nie przestają irytować, i w tym gronie są niemal wyłącznie kobiety.
    Byłaby to Shallan, ale to oczywisty wybór, poza tym w drugim tomie się poprawia więc może tendencja się utrzyma. Druga jest Marasi, która przynajmniej na początku jest strasznie płaską postacią. Siri jest momentami zbyt infantylna, ale taka miała być dlatego jak się ją polubi ogólnie to nie może zniechęcać.
    Moim przykładem będzie Vivenna. Wielka egocentryczka, której musi zawsze pozostawać na pierwszym miejscu. Kiedy dzieje się coś, co stawia ją na drugim miejscu, chętnie zaryzykuje życie i bezpieczeństwo bliskich, właściwie też o wiele więcej, byle tylko coś sobie udowodnić. Wydaje jej się że jest taka mądra, przewidująca, po prostu rekin a daje się robić jak dziecko przy każdej okazji. Zadufane, fałszywie cnotliwe i uprzedzone jest to dziewczę. Potrzebowała aż wielkiego przeczołgania w dzielnicach biedy, które i tak się nie umywa o tego jakie dostała by w Zapchlonym Tyłku, żeby sobie przypomnieć dobre wychowanie jakie odebrała. Jestem też zwolenniczką watków miłosnych, dlatego rozczarowała mnie też tym że nie doceniała przyjaciela który czuł do niej coś więcej. A o tym wiedziała.
    To by było na tyle, pozdrawiam 🙂
    tosiakowal92@wp.pl

  • Madej

    Nie cierpię Nalana od chwili w której chciał się pozbyć drugiej najlepszej postaci po Kaladinie. Budzi moją niechęć bardzo bo wygląda na ślepego fanatyka do którego nigdy nic nie przemawia, ma swoją prawdę i niewinnych, wartościowych ludzi kładzie pod topór bo wszystko podporządkowuje tej swojej prawdzie. Tacy są najgorsi, fanatycy. Tej niechęci nie wycofam raczej.
    madejgang@gmail.com

  • kasia

    Bardzo irytował mnie Elhokar, postać która nie jest ani do końca negatywna ani pozytywna. Denerwujące jest w tej postaci to, że mimo iż wie, że jest słabym królem i nie radzi sobie z odziedziczonym tytułem, nie zrzeknie się go. Jest nieudolnym władcą, który próbuje na siłę wykazać, że jest zgoła odwrotnie. Te usilne starania jednak powodują efekt odwrotny od zamierzonego. Nie posiada na tyle honoru żeby przyznać się do porażki. Władca powinien być patriotą, który widząc że jego działanie prowadzi do zguby jego kraju, z honorem odchodzi. Dodatkowo goryczy dodaje jego ciągła obawa o własne życie, wręcz chorobliwy lęk.

    kasiaa0603@gmail.com

    • Gangrena

      Loooool xD Właśnie dodałam zgłoszenie o tej samej postaci.
      Przepraszam i niecelowo jakby co, kiedy dodawałaś jeszcze pisałam swoje 🙂

  • Gangrena

    Witam.
    Niektóre postaci tak zostały stworzone, żeby wzbudzać niechęć, przedstawione w takim a nie innym świetle. Niemniej, zadanie jest jakie jest.
    Postacią która wzbudziła moją niechęć jest Elhokar Kholin. Lubię go, ale to taka niemota życiowa…
    Można zrozumieć, że nie ma łatwo. Stracił ojca i musiał iść na wojnę, i tak dalej. Ale jest już dorosłym facetem i powinien wziąć się w garść. Nie udaje się, trudno, nie powinien płakać do pomarańczowego wina tylko powziąć konkretne kroki i postanowienia. Ma dwadzieścia siedem lat a mentalność dziecka. Wydaje się czasem że nie wie co robi i jakie mogą być tego skutki, jak wtedy kiedy postawił w stan zagrożenia własnego wuja żeby sprawdzić swoje bezpieczeństwo. Ucieszyło mnie kiedy Dalinar potrząsnął tym paranoikiem.
    Aczkolwiek muszę dodać, że w drugim tomie zdobył moje uznanie kiedy przyznał się do błędu przed zwykłym ciemnookim, okazał pokorę i udowodnił że stać go na to, żeby w końcu wydorośleć. Z Elhokara będą jeszcze ludzie i osobiście to mam nadzieję, że zostanie Świetlistym. Jeśli proces jego mentalnego dorastania zostanie dobrze ukazany, a nie tak hop-siup, to na pewno awansuje na jedną z najlepszych i najbardziej lubianych postaci serii.
    Mój adres e-mail to: gangrena98@op.pl

  • Pingback: Wyniki konkursu - "Cienie tożsamości" — Droga Królów - Brandon Sanderson()