Zdecydowanie jednym z najczęściej obieranych jako temat dyskusji przez wielbicieli STA jest kwestia kolejnych, nie ujawnionych dotąd Świetlistych. Przed wami pierwszy z kilku artykułów, który ma przybliżyć konkretnych kandydatów wraz z uzasadnieniami.

Interludia drugiego tomu okazały się szczególnie interesujące, objawiły nam co najmniej dwójkę nowych Świetlistych – Zwinkę i Yma. Według mnie do tego grona należy włączyć również Rysn.

Trzeba przyznać, że po pierwszym tomie nie zapowiadała się na stałą postać. W tych wąskich korytarzach pomiędzy obszernymi częściami pojawiały się, wyjmując Szeth’a, przeważnie postacie które miały jakość bardziej fabularną niż postaciową. Jednym występem miały popychać fabułę do przodu, dawać jedną istotną informację, przedstawiać punkt widzenia postaci, która nie ma znaczenia i nadaje się tylko na tyle materiału w konkretnym koncepcie. Choć pewne sygnały mogły kierować nas na myśl, że Brandon ma co do niej jeszcze jakieś plany. W Epopei opublikował właśnie jej historię, jako osobną – zewnętrzną w stosunku do serii, a na swoim kanale udostępnił nagrania z pisania właśnie jej rozdziału.

Jednak to dopiero jej rozdział w Słowach Światłości jest kluczowy dla naszej sprawy. Rysn poznajemy w pierwszym tomie jako młodą, prawdopodobnie nastoletnią kobietę, thaylenkę na kupieckim terminie. Podróżuje po świecie ze swoim babskiem, Vstimem, który na czas nauki sprawuje nad nią w świetle prawa ojcowską władzę. Uczy się już od pięciu miesięcy i jest świadkiem wymiany handlowej Vstima w Shinovarze, a babsk przysparza jej nowego podopiecznego – doniczkę nieruchomej trawy. Rok później podróżuje przez Morze Reshich do umówionego miejsca handlu, który ma podjąć osobiście, jako że jej mistrz symulował chorobę by postawić ją przed wyzwaniem samodzielności. Wymiana zostaje zagrożona i dziewczyna stawia wszystko na jedną kartę, odrzucona przez Króla spuszcza się na linie, aby zwrócić się bezpośrednio do głowy “boga”, czyli wielkiego skorupiaka, na którym mieści się wyspa. Niestety upada, łamie obie nogi i cudem uchodzi z życiem.

a634
© BotanicaXu

Najbardziej uwierzytelniającym dowodem jest cała przygoda Rysn z kulturą Reshich, a dokładniej z ich przedstawicielem handlowym, Talikiem. Jak szybko się dowiedziała, tylko odwaga i śmiałość pozwalają na zdobycie szacunku lokalnego ludu. Zdeterminowana nie zawieść Vstima wykazała się tymi dwiema cechami aż zanadto, otrzymując w zamian żywe stworzenie, jak się wyrazili bohaterowie, “od samej wyspy”, czyli ich najświętszych stworzeń, bogów.

Kluczem do zrozumienia tej sytuacji jest fakt, że Chanaranach była opiekunem i mentorką zakonu Wyzwalaczy, lepiej znanych jako Kurzowcy (w drugim polskim przekładzie “Pyłowcy”, aby zbliżyć brzmienie słowa do Pustkowców, na potrzeby jednego z cytatów).  Jak się okazywało we wszystkich przypadkach poznanych już Świetlistych, to właśnie prezentowanie głównych cech któregoś zakonu pozwalało odnaleźć sprenowi drogę do swojego Rycerza, a gdzie w perspektywie tego rozdziału Rysn miała by przynależeć, jeśli nie do dawnych podopiecznych Herold Odwagi?

Oczywiście, sama lokalizacja również może być nieprzypadkowa. Nie wiemy wiele o historii Reshich, na pierwszy rzut oka wydają się młodą, nowoczesną i świeżą społecznością. Jednak jedno ze Srebrnych Królestw ustanowionych przez Heroldów nosiło nazwę Rishir, było sytuowane ponad Alethelą i Valhav (współczesne Alethkar i Vedenar), w miejscu z którego powinna zacząć się przeprowadzka starożytnych Reshich na wyspy. Podobnie jak zakony, starożytne narody były ściśle powiązane z Heroldami i nie można wykluczyć, że Rishir był szczególną lokalizacją w stosunku do Chanarach.

Podsumowując, wyraźnie wyeksponowanie przez Sandersona odwagi Rysn jest dla mnie jednoznaczną wskazówką, że dziewczyna zostanie Wyzwalaczem.

a633
© BotanicaXu

Oczywiście, przyjmując ten tok myślenia, stworzenie, które “otrzymała” jest sprenem. Vstim nazwał go skowrończykiem. Przypomnijmy jego opis:

Poczuła ukłucie na ramieniu i gwałtownie otworzyła oczy. Coś tam pełzało, wielkości jej dłoni – istota, która wyglądała jak kremlik, ale na grzbiecie miała złożone skrzydła.

I dalej

Kiedy piła, niewielki stwór wzleciał w stronę krokwi i tam się usadowił, patrząc na nią z góry oczami z czystego srebra.

Co prawda, Rysn nie wydała się od razu zapałać miłością do stworka. Przypomnijmy jednak, że więź rozwija się dopiero z czasem a pozostali Świetliści również mieli etapy niekoniecznie-sympatii ze swoimi Odpryskami z czasów, kiedy te nie były jeszcze w pełni świadome swoich tożsamości. Temu, że owy “kremlik” jest sprenem przeczyłyby słowa:

To, co chcieliśmy kupić, skarb, o którego istnieniu wie niewielu. Widzisz, wielu uważa, że wymarły wraz z Aimią. Przybyłem tu z tymi wszystkimi towarami, bo Talik wysłał mi wiadomość, że mają trupa jednego z nich na sprzedaż. Królowie płacą za nie fortunę. […] Nigdy wcześniej nie widziałem żywego. Ja dostałem trupa, którego chciałem kupić. Ten został podarowany tobie.

Z drugiej strony, przygody Axiesa i innych badaczy sprenów wskazują, że skowrończyki mogły po prostu występować swobodnie i bez więzi w Aimii, lecz bardzo rzadko. I to by się zgadzało. Królowie płacą fortuny również za Odpryski, a teraz już wiemy, że są one niczym innym jak właśnie martwymi sprenami, które pozostawiły po sobie fizyczną postać. O skowrończykach wiedziałoby niewielu, ponieważ w przeciwieństwie do innych, nie stają się po śmierci uległą a zarazem potężną bronią. Przypomnijmy słowa Sylphreny o śmierci sprenów:

-Jak można być “trochę” żywym?

-Jesteśmy sprenami – wyjaśniła Syl. – Siłami. Nie da się nas do końca zabić. Tylko… w pewnym sensie. […] Jeśli rozbijesz skałę, ona wciąż istnieje. Jeśli złamiesz sprena, on nadal istnieje.

Jak wskazuje Kaladin na samym początku Drogi Królów, spreny idei znacząco różnią się od tych sił natury. Tak powinno być również w przypadku odwagosprenów.

I rzecz jasna trzeba zwrócić uwagę na samą sytuację wypadku Rysn. Dziewczyna wykazała całą tą śmiałość i odwagę zwracając się bezpośrednio do boga wyspy, spuściła się na linie aby móc zwrócić się do głowy monstrualnego skorupiaka. Kiedy spadła, powinna była zginąć. Zapewne pobrała burzowe światło i przeżyła, jak określają bohaterowie “uratowana przez ducha wyspy”. To wówczas otrzymała swojego nowego, małego towarzysza. Konkluzja jest taka, że to wtedy zadzierzgnęła się więź, która uratowała jej życie i spren postanowił o nieodstępowaniu swojej Rycerki.

– Reshi nie wydają rozkazów skowrończykom. – odparł Vstim, wstając. – Podarowała ci go sama wyspa.

Pomijając już sam fakt, że przeżyła upadek, jej obie nogi zostały zmiażdżone. Wielbiciele fantastyki znają już jednego takiego bohatera, ale tamten autor naśladuje brutalny realizm życia. Tylko burzowe światło może uzdrowić Rysn. Być może to już nadinterpretacja, ale Vstim nie wydaje się strasznie przybity faktem, że uczynił swoją córkę z prawa kaleką, jakby wiedział że to stan tymczasowy.

Dodatkowo

Inne dowody pozostają wyłącznie w strefie domysłów. Na przykład umieszczenie rozdziału Rysn w perspektywie całego drugiego tomu. Pojawia się już po pierwszej części, dzięki czemu nic jeszcze nie wydaje się oczywiste, staje się takie dopiero po lekturze całego tomu i tylko jeśli wrócimy w swoich rozmyślaniach do tego rozdziału. Inna sprawa, pewnie to za daleko posunięte przypuszczenia, ale jak wspominałam – Vstim wydaje się być wyjątkowym, a nawet uświadomionym mistrzem. Przyjmując Rysn na termin według thayleńskiego prawa kupieckiego stał się jej ojcem, opiekunem, właścicielem aż do czasu, kiedy nie ukończy nauk, stając się samodzielnym kupcem.

.

.

Ocena końcowa: 80% prawdopodobieństwa

Jak wy oceniacie sytuację?